środa, 21 sierpnia 2019
Polish (Poland)English (United Kingdom)
PDF Drukuj Email
środa, 04 lipca 2012 19:58

 

Symboliczny 2012 rok to dobry czas na dokonanie podsumowania polskich potyczek o lepsze życie, lepszy kraj i szacunek u innych. Z pewnością niewiele osób pamięta, że Polska w 1989 roku była jednym z najbiedniejszych państw ówczesnej Europy. Państwo ? bankrut okresu transformacji ustrojowej mogło poszczycić się PKB per capita na poziomie ok. 6 tys. $. Jedynie Rumunia znajdowała się w gorszej sytuacji. W ówczesnej Bułgarii odnotowywano PKB na głowę mieszkańca na poziomie 7.330 $. Na Węgrzech, Słowacji, Litwie, Łotwie, Estonii grubo powyżej 8 tys. $. Od Czechów, z ich PKB wynoszącym 11 tys. $ dzieliła nas cywilizacyjna przepaść. Nie trzeba dodawać, że PKB Polski na tle średniej Wspólnot Europejskich prezentował się dramatycznie, stanowiąc zaledwie 38% średniego PKB ówczesnej Unii. Upraszczając, przeciętny Polak żył na poziomie niewiele przekraczającym ? to, czym dysponował przeciętny Europejczyk na zachód od Łaby. W stosunku do Holendra, bądź Szweda ta dysproporcja była jeszcze większa.
Warto uzupełnić, że źródeł fatalnej sytuacji ekonomicznej należy szukać nie tylko w architekturze systemu Polski ludowej ale przede wszystkim w kondycji państwa jeszcze sprzed II wojny światowej. Znany amerykański magazyn "Life" 29 sierpnia 1938 roku opublikował dość rzetelny fotoreportaż z Polski, z którego wyłania się nieco inny kraj, niż ten, który mitologizujemy i idealizujemy, jako II RP. Z dokumentu zatytułowanego Poland: Rich Men, Poor Men in the Land of Fields, to jest ?Bogaci i biedni w Krainie Pól?, można się dowiedzieć,  że  40 % obywateli nie umiało czytać ani pisać. Gospodarkę Polski określano nomenklaturowo, jako ?tragedię?. 70% społeczeństwa stanowili małorolni mieszkańcy wsi. Nędzę polskiej wsi obrazuje się statystyką wskazującą, że przeciętna polska rodzina musiała przeżyć za ok. 180 $ rocznie. To wszystko w kraju, w którym  wielkie nazwiska szlacheckie wynotowane przez autora reportażu, jak: Potoccy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Poniatowscy, Zamoyscy, Czartoryscy, Krasińscy, Sanguszkowie, Chodkiewiczowie ? "siedzą w  wyniosłych ławach w kościołach katolickich, wracają do swoich wspaniałych domów eleganckimi samochodami, które do połowy kół zanurzone są w błocie".
Współczesny problem z infrastrukturą w Polsce, nie jest żadną nowością. Pod koniec lat ?30 jedynie 7 % tzw. dróg krajowych miało nawierzchnię całkowicie przystosowaną do ruchu samochodowego. W Danii współczynnik ten sięgał 100 %, we Francji 90 %, w Niemczech 70 %, a w ówczesnej Czechosłowacji 50%. W połowie lat ?30 zaledwie 58 tys. km dróg w Polsce posiadało status tzw. drogi bitej, a więc utwardzonej w jakikolwiek sposób. W tym, tylko 2,5 tys. km szos zasługiwało na swoją nazwę, z racji tego, że były pokryte kostką granitową, płytami betonowymi lub asfaltem. W 1930 r. ?Gazeta Polska" zwracała uwagę, że ?dziś nikt ludziom nie jest w stanie na Zachodzie wytłumaczyć, że może istnieć kraj, który nie ma dróg, kraj reklamujący swą przynależność do grupy narodów cywilizowanych".

Tymczasem, wg danych Eurostatu, w 2011 roku PKB na głowę mieszkańca w Polsce stanowił 65 % średniej unijnej. Biorąc pod uwagę aktualną konsumpcję indywidualną na głowę mieszkańca, Polska uplasowała się jeszcze wyżej w hierarchii zamożności w UE. Poziom konsumpcji indywidualnej na głowę mieszkańca stanowił 70 % średniej unijnej, co lokuję nas wyżej od takich państw, jak: Bułgaria, Rumunia, Łotwa, Litwa, Węgry, Estonia. Podobny wynik mają Czechy i Słowacja. Grecja jest już na wyciągnięcie ręki. Kilka lat szybkiego wzrostu gospodarczego, w sytuacji kryzysu i stagnacji gospodarczej w innych państwach powoduję, że gonimy średnią europejską szybciej, niż pierwotnie zakładano. Gwoli ścisłości wypada uzupełnić, że w 1995 roku PKB Polski na mieszkańca wynosił 43% średniej unijnej, w 2000 roku 48%, a w 2010 roku 62%. Od 1988 do 2008 roku PKB Polski urosło o ponad 70 %. W 2009 roku, uwzględniając wielkości nominalne, Polska była 6 gospodarką UE i 21 gospodarką świata. Dwadzieścia lat temu Polacy mieli jedynie niecałe 3 miliony stacjonarnych linii telefonicznych (z czego prawie 2,2 mln należało do osób prywatnych). W 2011 roku aktywnych telefonów komórkowych było ponad 50 mln. O Internecie w 1989 roku nikomu się nie śniło. W 2011 roku z elektronicznej sieci korzystało prawie 17 mln Polaków, a liczba kolejnych internautów szybko rośnie.

W latach 2004-2009 bezpośrednie inwestycje w Polsce wyniosły ponad 94 mld $ (w analogicznym okresie: Litwa ok. 8 mld $, Słowacja ok.18 mld $, Czechy ok. 42 mld $, Rumunia ok. 53 mld $, Węgry ok. 32 mld $). W 2010 roku napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych wyniósł 9,7 mld $, co uplasowało Polskę na pierwszym miejscu w regionie. Popyt wewnętrzny, konsumpcja jest największych bodźcem wzrostu ekonomicznego kraju. Polska jest największym rynkiem Europy Środkowo-Wschodniej. Nie implikuje to, jednak negatywnego bilansu handlowego. W 2010 roku 78.8% polskiego eksportu trafiało na rynek unijny, podczas gdy import wynosił 59.1%. Polski rynek kapitałowy jest najprężniej rozwijającym się rynkiem tej części świata. Według danych Światowej Federacji Giełd, kapitalizacja spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych wyniosła 194 mld. $ - co było najlepszym wynikiem w regionie. Podobnie, pod względem debiutów giełdowych warszawski parkiet pozostaje liderem. Dla przykładu, w okresie od lipca do września 2011 roku zadebiutowało łącznie 61 spółek. Warszawa uchodzi na jedno z najszybciej rozwijających się miast Europy. W rankingu Global Financial Centres Index w marcu 2011 roku, w kategorii regionalnego centrum finansowego Warszawa pokonała takie miasta, jak: Moskwa, Budapeszt i Ateny. Z kolei, w rankingu najpopularniejszych miast dla biznesu opublikowanym przez CB Richard Ellis Warszawa zajęła piąte miejsce w Europie i dwunaste na świecie.

Gołym okiem widać, że Polacy są przedsiębiorczy i dużo pracują. Jak się okazuję, więcej niż Polacy pracują tylko Koreańczycy - wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Polacy pracują średnio 40.7 godzin tygodniowo. Badaniami objęto 34 najbardziej rozwinięte państwa świata. Czas pracy, niestety nie przekłada się na wysoki poziom jej jakości i efektywności. Nasz kraj znalazł się na przedostatnim miejscu, z PKB dzielonym na długość pracy wynoszącym zaledwie 8,78 $. Gorszy od nas jest tylko Meksyk.  Nadto, jak podaje korporacja Extended DISC, narodowy wskaźnik stresu jest w Polsce bardzo wysoki. W 2009 r. osiągnął poziom 2,22, podczas gdy w Wielkiej Brytanii 1,47, w Niemczech ? 1,53, a w USA ? 1,51.

Polska może pochwalić się nowym pokoleniem młodzieży ambitnej, zdolnej, znającej języki i podróżującej po świecie. Jest to właściwie pierwsze pokolenie Polaków od wielu lat, które jakościowo w niczym nie ustępuje swoim bogatszym rówieśnikom. Co więcej, są od nich bardziej konkurencyjni, z uwagi na to, że dorastali w kraju, w którym nadal panuję większa rywalizacja, z uwagi na mniejsze zasoby. W ostatnich dwóch dziesięcioleciach liczba studentów w Polsce wzrosła z 403 tys. w roku akademickim 1990/1991 do 1.930 tys. w roku akademickim 2007/2008. Jest to jeden z największych sukcesów nowej Polski.

W 2009 roku, według raportu OECD, w Polsce procentowo najwięcej osób na Ziemi uzyskało tytuł magistra. Łączny odsetek osób z wyższym wykształceniem w Polsce wynosi 20 %.  Ponad 63 % absolwentów uczelni wyższych może pochwalić się tytułem magistra i jest to najwyższy poziom na świecie. To wielki sukces kraju, który zdołał w ciągu dwudziestu lat nadrobić wielką różnice dzielącą go od rozwiniętych krajów. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, tylko 25% absolwentów w Polsce to humaniści (humanities and arts) czyli dokładnie tyle, ile wynosi średnia w 30 krajach OECD, a jest dużo niższy niż np. w Niemczech i Irlandii, gdzie ok. 30 proc. absolwentów stanowią humaniści. W 1992 roku, w Polsce było 124 szkół wyższych, z tego 18 niepublicznych. W 2011 roku te proporcje przedstawiały się odpowiednio: 470 do 338. Ilość nadal jednak nie przekłada się na jakość. Wnioski z raportu OECD są dużym kontrastem w stosunku rankingu szanghajskiego, w którym najlepsze polskie uczelnie UW i UJ zostały sklasyfikowane w czwartej setce. W klasyfikacji Impact factor (IF), czyli ?miara oddziaływania?, prowadzonej przez Instytut Filadelfijski (Institute of Scientific Information), oddającej prestiż i siłę oddziaływania czasopism naukowych (tzw. indeks cytowań), lista polskich tytułów zawierała w 2005 roku 158 tytułów na prawie 14 tys. wszystkich ujętych w klasyfikacji.

Podsumowując, jest nadal sporo do zrobienia ale z pewnością sporo udało się już osiągnąć. Po części, nasz sukces może być porównywany do skoku cywilizacyjnego, jakiego dokonała Hiszpania w drugiej połowie XX wieku. Warto przypomnieć, że do lat ?50, mimo zupełnie różnych modeli rozwoju gospodarczego, Polska i Hiszpania wciąż znajdowały się na porównywalnym poziomie cywilizacyjnym. W 1989 r. Hiszpanie górowali nad Polakami już pięciokrotnie. Aktualna tendencja odwraca się na naszą korzyść. Euro 2012 należy uznać za symboliczne zamknięcie okresu odchodzenia od modelu i opinii państwa zacofanego, postkomunistycznego oraz wejście w okres umacniania standardów i renomy państwa nowoczesnego. Żyjemy w Polsce najzamożniejszej i najsilniejszej od XVII wieku. Wszyscy winniśmy, choć przez chwilę, być dumni.

 

 

Copyright © FSAP 2010